5 dni Londynu

Deszczowa stolica potrafi zaskakiwać. Zanim postawiliśmy stopy na twardym lądzie brytyjskiej wyspy sądziłem, że jedyne co nas tam może spotkać to melancholijne lewostronne spacery, po angielskich kałużach. I owszem spacerów nie brakowało. Nie brakowało też jednak wrażeń których chyba nikt z nas się nie spodziewał. Już pierwszego dnia gdzieś tam w europejskich telewizorach zrobiło się głośno o Westminsterskiej tragedii, która ominęła nas raptem o kilka kilometrów (na szczęście), kiedy w tym samym czasie częstowaliśmy się zielenią Chiswick Park. I nieco w cieniu tych wydarzeń przemykaliśmy londyńskimi zakamarkami przez kolejne dni. Chociaż przemykaliśmy to może słabe określenie bo Magalie – dusza naszej francuskiej familiady podejmowała nas co najmniej jak wysłanników Małego Księstwa Polskiego (załóżmy, że takie istnieje). Nie brakowało poczęstunków, wykwintnych kolacji czy angielskich śniadań ale i tak najważniejsze jest to, że nasza przewodniczka poświęciła każdą cząstkę siebie abyśmy w pełni posmakowali londyńskiej czasoprzestrzeni. Nie ominęły nas muzealne rejsy wśród najważniejszych londyńskich nut historycznej pięciolinii (jakże miło było znów zamienić słówko ze starym dobrym Rembrandtem), ani przejażdżki czerwonymi brytyjskimi żółwiami (nie wiem czemu tak mi się te autobusy kojarzą). A wszystko okraszone wieczornymi opowieściami Robbiego -brytyjskiej połówki w duecie naszych gospodarzy.

Niespodzianek też nie brakowało. W skutek pokłosia londyńskich wydarzeń zdarzyło nam się nawet na Trafalgar Square pomilczeć minutą ciszy z prezydentem miasta oraz potowarzyszyć pod Big Benem mieszkańcom wyspy, których nie zachwyca perspektywa brexitu. Polski akcent w gniazdku naszych zagórskich friendsów zostawiliśmy sobie do na koniec jako jedną z wisienek londyńskiego tortu.

Londyn jak kalejdoskop wydaje się mieć różne barwy. Choć w jego szkiełka zdarzyło mi się spojrzeć po raz drugi w życiu, to mam wrażenie, że ułożyły się nam one wyjątkowo kolorowo. Mam nadzieję, że zakręcone przez czas nie zblakną do naszego kolejnego spotkania.

 

P.S.

Podziękowania dla Aśki i Matjasa za całokształt organizacji od strony polskiej 🙂

 

Zapisz

Leave a reply

Your email address will not be published.