Zaporowy Maraton -edycja druga

Już rok minął od pierwszej edycji zaporowych zmagań. Już ponad rok minął od czasu kiedy popijało się angielską herbatę, dumając jak by to ubrać w kolor i formę. Tam w zielonej aurze Dolton, zapachu kempingowej przyczepy i przy gromkim chrumkaniu świńskiego chórku, nie spodziewałem się, że stanie się tak kolorową i gromką imprezą. Wtedy w głowie, wyglądało to mniej więcej tak -„Jakieś biegi mają być”.

Zobacz wszystkie zdjęcia

Dziś oglądając te biegi czuje się lekką acz nieskromną dumę, że choć nie jako biegacz, bez błota na butach i krwi na kolanach, to jakąś cegiełkę się dorzuciło do tego zaporowego muru. Druga edycja Zaporowego Maratonu dobiegła końca. Medale rozdane, czasy zaliczone, podium zdobyte. Chyba jednak nie o medale czy podium tu chodzi. Patrząc na tych biegających, myśląc po co właściwie biegną, odpowiedzi pojawiały się w głowie same jak powidoki po każdym mijanym zawodniku. „-Przebiegniesz! Dasz Radę!! Dawaj, Dawajj, Daaaawaaaj!!!!” -doping skandujących widzów był zresztą odpowiedzią samą w sobie. Dać radę, przebiec, zwyciężyć sam ze sobą, dobiec do własnej granicy, która raz przekroczona przestaje już być granicą. A przecież swoje własne granice ma każdy. I choć nie każdemu śpieszno do spotkania z nimi, to coś czuję, że zaporowe widoki ostatniego weekendu, niejednego z nas ruszyły z miejsca. Życzymy niezłomności. Czy to w zaporowych tenisówkach, biurowych szpilkach, czy też w pantoflach codzienności. Są różne rodzaje biegów. Smak mety zawsze pozostaje ten sam.

Zobacz wszystkie zdjęcia